Historia Koła - Koło Łowieckie "Jeleń-Wołkowyja"

Szukaj
Przejdź do treści

Menu główne:

Historia Koła

O Nas


Lata 1956-2006
Jesienią 1956 roku z Koła Łowieckiego nr 75 w Baligrodzie odchodzi kilku myśliwych z terenu Wołkowyi, Rybnego i Bereżnicy. Są to:  Stefan Ciemięga, Piotr Tymejczyk, Piotr Domański i Antonii Wojtanowski. Wkrótce dołączają do nich myśliwi wywodzący się z Bukowca, Terki i Myczkowa.
W Wołkowyi powstaje Koło Łowieckie nr 4.  Do Koła wstępuje również charyzmatyczny ks. Franciszek Stopa z Polańczyka.
Ze wspomnień Piotra Tymejczyka: „by Koło mogło powstać musiało nas być przynajmniej 10 –ciu myśliwych, dlatego niektórych wpisywaliśmy na listę mimo, że nigdy z nami nie polowali. Wydaje mi się, że w tym czasie gdzieś do roku 1960 w Kole nr 4 polowali lub byli członkami następujący koledzy:
Stefan Ciemięga z Rybnego był Prezesem Koła, Piotr Tymejczyk z Rybnego, Piotr Domański z Wołkowyi, ks. Stopa Franciszek z Polańczyka, Masłyk którego imienia nie pamiętam z Żerdenki, Jacyniak prawdopodobnie z Cisnej, Dębiński Władysław z Bereżnicy, prawdopodobnie już wtedy w Kole polował Jan Litera z Woli Matiaszowej i dwóch Matuszewskich ( Stanisław i Andrzej) z Myczkowa.
Gościnnie przyjeżdżał do nas na polowania inspektor d/s Łowieckich z Sanoka, późniejszy członek honorowy Koła niejaki Woliński Mieczysław…”
16 stycznia 1960 roku odbywa się ostatnie Walne Zebranie członków Koła nr 4 w Wołkowyi, na którym zostaje uchwalona nowa nazwa, statut i wzory pieczęci. Koło przyjmuje nazwę Koło Łowieckie „Jeleń-Wołkowyja”.
Zostaje wybrany nowy skład Zarządu i Komisji Rewizyjnej.       
Przewodniczący - Józef Podkalicki
Łowczy - Grzegorz Wójcik
Sekretarz - Stefan Ciemięga
Skarbnik - Piotr Domański                                                  

Natomiast do komisji rewizyjnej zostali wybrani:
Piotr Tymejczyk – przewodniczący,
Ks. Franciszek Stopa – członek,
Jan Litera – członek.
Koło liczyło wówczas 14 członków, czego wymagała ustawa, i zostało wpisane do Rejestru Kół Łowieckich, prowadzonego przez Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Lesku pod pozycją nr 2


Ze wspomnień Piotra Domańskiego: „na Prezesa wybraliśmy Józefa Podkalickiego z uwagi na jego zajmowane stanowisko, gdyż był naczelnikiem Poczty w Wołkowyi, miał dostęp do telefonu i poprawnie pisał pisma, miał również lepszy kontakt ze światem zewnętrznym. Było to dobre rozwiązanie dla Koła, bo Podkalicki prowadził całą dokumentację…”
W tym okresie Koło dzierżawiło bardzo atrakcyjny obwód łowiecki nr 206. Jego granica  zaczynając od Wołkowyi biegła przez Sakowczyk i Rajskie do Sanu, następnie wzdłuż Sanu do Tworylnego, stamtąd przez Tworylczyk na Szczycisko i w dół do rzeki Wetlinki na Zawoju, Wetlinką w dół do rzeki Solinki, Solinką w górę do miejscowości Buk, z Buka starą drogą przez „hukowisko” do Łopienki przy cerkwi, z Łopienki przez Przełęcz Hyrcza do Tyskowej, Tyskową w dół do drogi na Wolę Górzańską, Górzankę i do Wołkowyi. To były bardzo dobre czasy dla Koła i myśliwych w nim polujących.


Ten okres tak wspomina kolega Piotr Tymejczyk: „polowaliśmy przede wszystkim na dziki, których było dużo i często zdarzały się bardzo grube. Najgrubszego dzika jakiego pamiętam strzelił Jan Litera gdzieś na Tworylnym. Tusza dzika w skupie ważyła 220kg.
Również mocnego dzika strzelił Wójcik Grzegorz pod Górzanką niedaleko miejsca, gdzie teraz mieszka Mietek Łoś. Grzegorz Strzelił dzika na 210kg.
Sam też strzelałem dziki po 180-200 kg., mając później problem z dostarczeniem ich do skupu w Zagórzu. Trzeba było okazyjnie wozić te dziki traktorami z PGR-u albo POM-u
Stare dziki dawało się do skupu, a młode najczęściej braliśmy do użytku własnego. Z badaniem na włośnice było różnie, ale nikt nie zachorował. Pamiętam, że raz na Tworylnym sprzedaliśmy kilka sztuk ustrzelonych dzików ekipie filmowej, która tam właśnie kręciła zdjęcia do filmu „Ranczo-Teksas”.  Piotr Domański dodaje: „najwięcej strzelaliśmy dzików, jeleni bardzo mało, a jeżeli to tylko łanie albo cielęta. Byków nikt nie strzelał bo w Kole nie było selekcjonerów, a byki zdarzały się mocne, kapitalne byki karpackie. Zrzuty po pięć kilogramów, były rzeczą naturalną i sam kilka takowych z tamtego okresu posiadam. Myśliwi strzelali także wilki, najbardziej utkwił mi w pamięci wilk strzelony przez Władka Dębińskiego na Polankach, gdzieś pod Połomą.”


  

Dla ks. Stopy łowiectwo było okazją do relaksu na łonie natury, z każdej wyprawy do lasu wracał odprężony, wypoczęty, niezależnie od wyników
polowania. Oto relacja księdza z jednej z takich wypraw: „ Był czas przedwiośnia 1963. coraz cieplejsze promienie słońca budziły z zimowego letargu bieszczadzką przyrodę. Na południowych stokach pojawiły się pierwsze stokrotki, na obrzeżach zagajników zakwitły śnieżyczki. W śródleśnych dolinach i jarach leżały jeszcze zwały śniegu. W powietrzu unosił się zapach wilgotnej ziemi.
W niedzielny poranek wybraliśmy się na polowanie w rejon masywu Tołstej. Wszystkim dopisywał humor, było gwarno i wesoło. Brać myśliwska z flintami na plecach i z psami przy boku ruszyła z werwą na spotkanie z przygodą. Przemierzaliśmy leśne ostępy, knieje, potoki, jary i parowy, brodząc po kolana w śniegu. Towarzyszył nam powiew zimnego wiatru i szum wezbranych górskich potoków. W pewnej chwili usłyszałem dziwny głos, dobiegający od strony Tołstej. Przystanąłem na chwilę wytężając słuch, dziwne odgłosy zaczęły się powtarzać. Starsi, bardziej doświadczeni koledzy, zasugerowali, że to porykiwanie niedźwiedzia. Nigdy dotąd nie miałem okazji słyszeć tego głosu…”
Taka to wręcz sielankowa atmosfera trwała w Kole Jeleń aż do 1971 roku. Jeszcze wiosną tego roku czternastu myśliwych: S. Ciemięga, B. Mrugała, P. Domański, G. Wójcik,

P. Tymejczyk, J. Juszczak, W. Dębiński, H. Tymejczyk, E. Koncewicz, B. Fałek, A Wojtanowski, ks. Szczepański, M. Karp i M. Wolański, z przyjemnością realizuje swoje łowieckie pasje. I oto nadchodzi wrzesień, okres rykowiska i polowań dewizowych. Do Koła przyjeżdżają myśliwi z Belgii i z Niemiec. Jednego podprowadza leśniczy Julian Juszczak, a drugiego Stefan Ciemięga . Polują w rejonie Łopienki. Myśliwy z Belgii strzela kapitalnego, złoto-medalowego byka o wadze wieńca 11,4kg., natomiast myśliwy z Niemiec byka, którego wieniec warzy 6,3kg. oraz rogacza. Tak więc polowanie jest bardzo udane, a podprowadzający dumni z dobrze wykonanego zadania. Jednak wieść o strzeleniu kapitalnego byka szybko dociera do włodarzy nadleśnictw wCisnej i Baligrodzie. W związku z tym, że byka podniesiono poza granicą obwodu 206 na terenie Nadleśnictwa Cisna, administracja Lasów Państwowych domaga się dewiz za strzelonego byka, wytaczając jednocześnie Kołu proces o kłusownictwo. Z tym momentem rozpoczyna się najczarniejszy okres w całej historii Koła. Przez kilka lat trwa


śledztwo, dochodzenia, przesłuchania. Zarząd upoważnia Mieczysława Wolińskiego do reprezentowania Koła we wszystkich sprawach związanych  z prowadzonym dochodzeniem Ministerstwo Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego nie czekając na rozstrzygnięcie sądu, zwraca się z wnioskiem do Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Rzeszowie, która z dniem 15 września 1972 roku wyłącza z dzierżawienia obwód nr 206.
Następne dwa lata tj. od jesieni 1972 do wiosny 1974 Koło Jeleń funkcjonuje bez obwodu. Nie posiada możliwości wykonywania polowań. Wiosną 1974 roku Koło otrzymuje obwódnr 56 na terenie Nadleśnictwa Brzegi Dolne. Wydawało się wówczas, że po wielu perypetiach sytuacja naszego Koła ustabilizowała się na wiele lat, Niestety do akcji wkracza Ministerstwo Obrony Narodowej i na jego wniosek Minister Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego na bazie obwodów 48 i 56 tworzy obwód łowiecki nr 56A, pozostawiając go pod zarządem Lasów Państwowych i nakazuje na tym tereniewstrzymanie wszelkich czynności związanych z łowiectwem przez Koło Jeleń  Wołkowyja.
Do dyspozycji koła pozostawiono niewielką część obwodu 56 o powierzchni 3,6 tys. ha.
W roku 1978  ówczesny prezes Stefan Ciemięga, Antoni Wojtanowski i Władysław Dębiński  rezygnują z członkostwa w Kole Jeleń i przechodzą do Koła „Ryś Lesko.
Po tych zmianach został powołany nowy zarząd, który tworzyli:
Prezes – Bronisław Mrugała
Łowczy – Feliks Łazor
Sekretarz – Józef Knutel
Skarbnik – Henryk Tymejczyk.

Od tego momentu Koło wchodzi w nowy okres swojej historii. O pozostałą część obwodu 56 upomina się Ministerstwo Obrony Narodowej.
Koło Jeleń w zamian otrzymuje nowy obwód nr 14 o powierzchni 3150 ha.
Jednak Minister przydzielając ten obwód stawia swoje warunki. Koło jest zobowiązane do przyjęcia wszystkich leśników mieszkających lub pracujących na terenie obwodu, którzy wyrażą wolę wstąpienia w szeregi Koła.
To powoduje, że liczba członków w roku 1986 wynosi już 41, gdy jeszcze w roku 1984 było  to zaledwie 20 myśliwych.
Mimo, że Koło nie dysponuje zbyt dużym obwodem, to koniec lat 80-tych i początek 90-tych należy uznać za dobry okres jego historii. Staraniem Prezesa Mrugały udaje się powiększyć obwód nr 14 o kolejne 1000 ha, co daje możliwość na organizowanie wielu polowań zbiorowych, które często kończą się obfitymi pokotami.
Następuje wyraźna integracja członków Koła, odchodzą w przeszłość animozje dzielące myśliwych i leśników.  Wiele spotkań, po polowaniach zbiorowych miały miejsce bądź na szkółkach, którymi przez lata administrował Tomek Dębiński lub Jasia na Woli Górzańskiej

  


W kościele parafialnym w Wołkowyi, co roku w dzień Św. Huberta, ks. Stanisław Szczepański celebruje okolicznościowe msze święte dla myśliwych i leśników. Po mszy spotykaliśmy się na plebani na tradycyjnej herbatce, kanapce i ciastku.

Niestety tradycja minęła bezpowrotnie wraz z wyprowadzką prałata do Rajskiego.  
Jak wynika z dokumentów Koła w sezonie łowieckim 93/94 na obwodzie numer 14 odbyło się 18 polowań zbiorowych.
Jednak z każdym rokiem polowań było mniej. Przybywało myśliwych, natomiast jeleni w związku z planową redukcją tego gatunku w Lasach Państwowych stale ubywało.
Zarząd Koła rozpoczyna starania o uzyskanie nowego obwodu, co przy pomocy Łowieckich Władz Okręgowych udaje się w 1996 roku. Koło otrzymuje kolejny obwód nr 43, na terenie Nadleśnictwa Brzegi Dolne, o powierzchni 2670 ha, będący częścią dawniej posiadanego obwodu 56.
Obwód 43 to ogromne dobrodziejstwo dla kolegów zamieszkujących teren powiatu ustrzyckiego, dla których teraz łowisko znalazło się w zasięgu ręki.


Lata 1997-2005 to okres w miarę spokojny w życiu Koła. Realizowane są statutowe zadania, myśliwi spokojnie pracują w łowiskach poprawiając warunki bytowania zwierzyny. Również wykonanie planów odstrzałów nie stanowi poważniejszych problemów. Rok 2006 jest czasem ważnym i wyjątkowym w historii Koła, ponieważ przypada w nim50-lecie jego powstania. Wcześniej Walne Zebranie powołuje Komitet Organizacyjny obchodów tej rocznicy. W skład Komitetu wchodzą: Zarząd, Komisja Rewizyjnaoraz kol. Zbigniew Sawiński. Rozpoczyna się gorączkowy okres przygotowań do święta. Sprawy związane z ufundowaniem sztandaru dla Koła prowadzą kol. Sawiński i Huzarski. Większość kolegów funduje sobie galowe mundury myśliwskie. Zarząd zajmuje się oprawą uroczystości, tworzy listę gości.  Dariusz Debinski i Kazimierz Nóżka odtwarzają historię Koła, przygotowują okolicznościową wystawę fotograficzną.   
Na początku listopada w Łobozewie odbywa się uroczyste polowanie hubertowskie, podczas którego zapadają ostatnie decyzje organizacyjne i  Zarząd podpisuje okolicznościowe zaproszenia dla członków Koła i gości.
25 listopada przed godziną 14-tą na placu kościoła w Wołkowyi pojawiają się pierwsi goście jubileuszowych uroczystości. W tym czasie wewnątrz kościoła poczet sztandarowy wraz z Prezesem ustalają ostatnie szczegóły związane z ceremoniałem nadania sztandaru.
Kol. Zbyszek Sawiński, gdzieś z boku zbiera myśli, ustala jeszcze raz  porządek uroczystości, w końcu jest prowadzącym tę imprezę. Oprawę muzyczna tworzą młodzi leśnicy z Technikum Leśnego w Lesku, odgrywając hejnały i sygnały myśliwskie.


Przed ołtarzem sztandar, w pierwszej ławce Prezes z założycielami Koła, po drugiej stronie chłopcy z pocztu sztandarowego. Pojawiają się księża celebranci i następuje poświęcenie sztandaru, który następnie prezes Okręgowej Rady Łowieckiej wręcza Prezesowi i założycielom Koła. Po oddaniu honorów sztandarowi i zaprezentowaniu go obecnym w kościele sztandar zostaje przekazany pocztowi sztandarowemu. Naprawdę bardzo podniosła uroczystość, piękna oprawa i wzruszająca, choć nie krótka homilia księdza Szczepańskiego.
Po mszy wykonano pamiątkowe zdjęcie uczestników ceremonii i wszyscy udali się do Hotelu „EwKa” w Myczkowie, gdzie odbyła się część oficjalna obchodów 50-lecia., na którą złożyły się: wystąpienia Prezesa Koła, Okręgowych Władz Łowieckich i Samorządowych i innych gości, odznaczenie zasłużonych myśliwych Medalami Zasługi Łowieckie,
wbijanie okolicznościowych gwoździ w drzewiec sztandaru, zwiedzanie wystawy prezentującej najciekawsze momenty z historii Koła. Później biesiada ,a w między czasie wpisy do księgi pamiątkowej.
Było pięknie, uroczyście, podniośle i elegancko. Wszystkim, którzy przyczynili się do uświetnienia obchodów 50-lecia Koła Łowieckiego „Jeleń-Wołkowyja” Zarząd składa serdeczne podziękowania.Niech Wam wszystkim św. Hubert i Bór Darzy.  



 
Darmowy licznik odwiedzin
Copyright 2015. All rights reserved.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego